Kurde, kurde co ja mam powiedzieć? Dobra, ok, będzie tak. Nic się nie zmieniło i zmienić się nie zamierza. Em... Em... Coś jeszcze? A chuj, najwyżej potem edytuję.
Z dedykacją dla Estranged!
__________________________________
W pomieszczeniu zapadła cisza. On oczekiwał odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie. Ona nie wiedziała co ma powiedzieć. Wiele razy zastanawiała się jak będzie wyglądać ta chwila, jednak nigdy nie mogła znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Czy go kochała? A może to co czuje do Joe'ego jest kłamstwem? Czy coś co mówi mu każdego dnia może okazać się nieprawdą? Czy nadal kocha Stevena? Czy w ogóle go kochała? Przez jej głowę przechodziło wiele pytań, na które odpowiedzi nie znała. A przynajmniej nie chciała, żeby ktoś poznał prawdę.
Podniosła wzrok na chłopaka, który siedział w bezruchu i chyba nawet wstrzymał oddech. On również obawiał się konsekwencji jej odpowiedzi. Jeśli powiedziałaby mu "tak", z jeden strony cieszyłby się, ale co z Joe? Gdyby jednak odparła "nie", załamałby się. Zacisnął pięści i nadal nawet nie drgnął, tak jakby bał się to zrobić, bo to miałoby zakłócić rozmyślenia Hope.
Po dłuższym milczeniu, dziewczyna zabrała głos. Czy ta odpowiedź była zadowalająca dla Tylera? Wiedział tylko on.
- Steven, znamy się już długo... - zaczęła. - I ja... Ja kiedyś Cię... Kochałam i... Teraz... Teraz też cię kocham - właśnie te słowa, odkąd je usłyszał, powtarzał sobie w myślach. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, lecz po chwili znikł on z jego twarzy. - Ale jest jeszcze Joe. On... Ja... To skomplikowane. Kocham cię, Steven, ale nie możemy być ze sobą. Chcę ułożyć sobie życie normalnie... Z nim.
Z nim. Z nim. Z nim, nie ze mną, powtarzał w myślach. Przymknął powieki, a po chwili ukrył twarz w dłoniach. Dziewczyna przysunęła się bliżej niego i objęła go ramieniem. Wtulił się w jej chude ciało jak małe dziecko szukające schronienia u matki. Pogłaskała go po ciemnych włosach i westchnęła.
- Też cię kocham - powiedział cicho. - Rozumiem, chcesz ułożyć sobie życie z kimś normalniejszym i odpowiedzialniejszym. Nie jestem taką osobą, wiem, ale kocham cię.
Odsunął się od niej tak, że teraz spoglądał na jej twarz swoimi brązowymi oczami. Ujął jej podbródek w dłonie i cały czas patrząc w jej oczy, złożył na jej ustach czuły pocałunek, który blondynka oddała. Przyciągnął ją bliżej siebie i zaczął zachłannie całować. Po chwili ona już leżała na łóżku, a on był nad nią. Zarzuciła mu ręce ca szyję i spojrzała mu w oczy.
Nie wiedziała czy ma się na to zgodzić, czy powiedzieć mu, że nie chce zdradzić Joe'ego. Sama nie była już niczego pewna. Wiedziała tylko, że go kocha, ale nie może z nim być. Przyszłość ze Stevenem nie zapowiadała się kolorowo. Skazana by była na ciągłe użeranie się z chłopakiem. Z nim i jego przeróżnymi nałogami, do których mógł przecież wrócić. Jednak chciała dać mu chociaż trochę przyjemności, dlatego pozwoliła mu na wszystko i kochała się z nim tej nocy.
***
Siedziała w kuchni i piła poranną kawę. Pod kuchennym stołem jak zwykle leżał Lennon i spał jednocześnie pilnując porządku. Niby wszystko wyglądało normalnie, ale niestety tak nie było. Hope zżerało poczucie winy. Zdradziła Joe'ego i to jeszcze z jego najlepszym przyjacielem, którego kochała. Umówiła się ze Steven, że nikt się o tym nie dowie, ale przecież prawda zawsze wyjdzie na światło dzienne.
Odłożyła filiżankę na stół i niepewnie rozejrzała się po całym pomieszczeniu. Od pamiętnej nocy minął już tydzień, a ona nadal przejmowała się, że ktoś się o tym dowie. A co najgorsze, że już ktoś o tym wie. Nie mogła spać po nocach, ale czy miała powód, aby obawiać się swoich własnych przyjaciół? Nie, przecież nawet gdyby wiedzieli, to i tak by nic nie powiedzieli Perry'emu. A sam Joe raczej niczego się nie domyślał, więc nie miała się czego obawiać.
Do kuchni wszedł zadowolony Joe. Pocałował dziewczynę w czoło i dosłownie skacząc podszedł do szafki i wyciągnął z niej szklankę, do której nalał wody. Blondynka na widok, aż tak uradowanego gitarzysty nie mogła powstrzymać uśmiechu cisnącego się jej na usta.
- Co ci się stało? - zapytała.
Chłopak odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął się cwaniacko.
- Taki dobry dzień mam. - odparł i powrócił do picia wody.
- Perry, zjebie, co ty masz z tą głową?! Wiesz, która jest godzina?! Rozumiem, że zmieściłeś się w spodnie, ale to nie znaczy, że możesz wszystkich budzić! - w kuchni pojawił się Steven w samych bokserkach w panterkę.
Joe słysząc wypowiedziane przez niego słowa i widząc jego gacie popluł się wodą. Hope zaczęła się głośno śmiać, lecz po chwili się opanowała i spojrzała niepewnie na Tylera.
- Z czego się ryjesz, tłuku?! Nigdy nie widziałeś męskich gaci?!
Gitarzysta na te słowa zaczął śmiać się jeszcze głośniej. Steven pokazał mu tylko środkowy palec i wyszedł z pomieszczenia. Poszedł na górę do swojego pokoju, zapewne, aby pójść dalej spać.
Do uszu dwójki pozostałej w kuchni dobiegł dźwięk dzwonka. Blondynka spojrzała pytająco na swojego chłopaka, aby upewnić się czy nikogo nie zapraszał. Joe wzruszył ramionami i ruchem głowy kazał dziewczynie otworzyć. Ta posłała mu spojrzenie pełne złości i wstała od stołu. Kiedy otworzyła drzwi, zaniemówiła i jedyne do czego była zdolna to wpatrywanie się w chłopaka przed sobą. Teraz już wiedziała, przypomniało jej się. To właśnie on obserwował ją i Perry'ego w parku.
- Ray...? - zapytała cicho, ale Tabano wszedł do domu odpychając ją.
Rozejrzał się dookoła, tak, jakby czegoś szukał. A prawda była taka, że szukał kogoś. Przepchnął się obok Joe'ego, który zaskoczony zachowaniem gościa przyszedł zobaczyć co takiego on chce.
- Co ty człowieku odpierdalasz?! - krzyknął Perry. - Wypierdalaj z tego domu!
Chłopak odwrócił się w jego stronę i zmierzył go wzrokiem. Uniósł jedną brew do góry i westchnął.
- Poszukuję twojego przyjaciela Stevena. Zapożyczył ode mnie trochę koki, a kasy nie oddał. A poza tym... Muszę mu oddać.
- Co oddać? - wtrąciła Hope.
Tabano spojrzał na nią tak, jakby było to oczywiste. Przewrócił oczami i bez pytania poszedł na górę. Joe z początku był trochę zaskoczony, ale po chwili ruszył za nim i złapał go za ramię.
Zaciekawiony zdarzeniami odbywającymi się na schodach, Tyler zszedł na dół, a kiedy ujrzał Ray'a wyglądał tak, jakby miał zaraz stamtąd uciec. Ten zobaczył go i uśmiechnął się szyderczo.
Chłopak wyrwał się Perry'emu, podszedł do Stevena i uderzył go w twarz tak, że wokalista zachwiał się i gdyby nie poręcz, upadłby.
- To miałem mu oddać - odparł na wcześniej zadane pytanie. - A teraz dawaj kasę, Tallarico.
Steven podniósł wzrok na byłego kumpla i spojrzał na niego jak na idiotę. Pomimo tego, że dostał od niego w twarz nadal mógł się z niego naśmiewać i wcale się go nie bał. A wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej chciał stanąć teraz przed Tabano i go wyśmiać.
Pewnie zrobiłby to, gdyby nie Joe, który uderzył Ray'a, przez co tamten krzyknął z bólu. Jednak szybko się odwrócił i oddał gitarzyście. Potem do bójki włączył się Tyler, i tak rozpętała się niezła bijatyka.
***
- Ała, kobieto to boli!
- Zabieraj te łapy, bo ci je poucinam!
- Ciebie boli? Zobacz co ja mam!
Hope oczyszczała rany chłopaków wodą utlenioną, co raczej im się nie podobało. Siedzieli jednak posłusznie i starali się wycierpieć tę męki, a jedyne czym okazywali swój ból, to krzyki bądź wiercenie się. Udało im się wyrzucić Ray'a z domu, lecz dla nich samych nie skończyło się to za dobrze, ponieważ jak się okazało, Tabano miał ze sobą scyzoryk.
- Było trzeba nie spadać ze schodów - dziewczyna zwróciła się do Stevena. - I nie dać się pobić.
Wokalista zrobił obrażoną minę i odwrócił głowę w drugą stronę.
- Czy ja mam być zawsze gotowy na takie akcje?
Blondynka westchnęła, zaśmiała się cicho i cmoknęła Tylera w policzek, na co chłopak od razu się ucieszył. Zazdrosny Joe przyciągnął do siebie swoją dziewczynę i wytknął język przyjacielowi, jednak po chwili uśmiechnął się głupkowato.
- Ty, Steven, dobrze, że spodnie założyłeś zanim Tabano przylazł.
Wokalista mruknął coś pod nosem i z obrażoną miną wyszedł z pomieszczenia. Perry zaczął chichotać, a Hope pokręciła głową z zażenowaniem.
_____________________________
Ech... To już przedostatni rozdział opowiadania. Trochę dziwnie się czuję, bo jedno z moich dzieci właśnie umiera. Kurde. Rozdział wstawiam dzisiaj, bo kiedy spojrzałam na zegarek uznałam, ze jeszcze 17 nie ma, więc co mi szkodzi? Trochę szybko, ale to dlatego, że teraz chcę dodawać rozdziały tylko w piątki, soboty czy tam niedziele.
