Normalnie szaleję. Dodałam za szybko ten rozdział, ale dobra. Napisane to walnę. Ech, tak dawno nie było rozdziału tego opowiadania... Trochę krótkie.
Dedykacja dla Estranged!
Miłego czytania!
____________________________________________________________________
Promienie słońca zaglądały przez okno i rozświetlały pomieszczenie. Dzisiejsza pogoda zapowiadała się bardzo słonecznie. Na niebie nie było widać żadnych chmur. Niestety w domu nie panował ten sam nastrój. Atmosfera przytłaczała swoim smutkiem, a domownicy nie wyglądali na szczęśliwych. Tego dnia Steven miał wyjechać na odwyk. Wszyscy byli z tego powodu przybici. Nawet Lennon widział, że coś jest nie tak i chodził jakiś taki niemrawy.
Stali w przedpokoju. Wszyscy oprócz Hope. Każdy chciał pożegnać się z Tylerem przed odjazdem. Tom przytulał do siebie wokalistę w przyjacielskim uścisku. Powiedział na ucho Stevenowi parę słów otuchy, na co ten uśmiechnął się i zaczął żegnać się z następną osobą, którą był Joey. Perkusista rzucił się na przyjaciela i zaczął mocno go ściskać. Brad widząc, że Stevenowi brakuje powietrza, odsunął od niego Kramera i sam zaczął się żegnać. Potem nastąpiła kolej Joe. Perry podszedł powoli i jakby z pewną nieśmiałością spojrzał na swojego "bliźniaka". Po chwili jednak rzucił się na niego i przytulił mocno.
- Trzymaj się. - powiedział cicho, kiedy Tyler wraz z Tomem wychodzili z domu.
Wokalista siknął głową i uśmiechnął się. Ruszył za Hamiltonem, który miał go odwieźć.
Nie żegnał się z Hope, ponieważ miał to już za sobą, a blondynka nie chciała wychodzić z pokoju i rozklejać się przy wszystkich. Ze Steven "do zobaczenia", oficjalnie powiedzieli sobie wczorajszego dnia...
***
Siedziała u siebie w pokoju na podłodze przy zgaszonym świetle, w samej koszuli nocnej. Zastanawiała się co zrobi jutro. Nie chciała przed wszystkimi pokazywać tego, że będzie jej brakować Stevena. Westchnęła i oparła głowę o łóżko. Przymknęła powieki. Wspomnienia powróciły, wszystkie związane z Tylerem. Kiedy się poznali, kilkanaście lat temu. Kiedy zrozumiała, że jest jej przyjacielem, i że może mu zaufać. Kiedy pierwszy raz wykonał gest, który świadczył o tym, że znaczy dla niego więcej. Kiedy pierwszy raz spróbował narkotyków - Pamiętała to, ponieważ była wtedy u niego. Kiedy pierwszy raz pocałował ją. Kiedy pierwszy raz odważyła się z nim na poważniejszy krok.
Pamiętała jego oczy, gdy pierwszy raz się naćpał. Nie mogła wtedy w to uwierzyć. Obwiniała go o wszystko, a tak naprawdę to była jej wina. Nie pomogła mu. W tym momencie była na siebie wściekła. Zacisnęła pięści i mocno uderzyła nimi o podłogę. Po chwili, jednak znowu się uspokoiła. Pocieszając się tym, że Tyler wybiera się na odwyk i, że teraz będzie lepiej. Ale to nie zmieniało faktu, że za nim tęskniła. Za dawnym Stevenem...
Usłyszała cichy szelest i odgłos zamykanych drzwi. Dzięki blaskowi światła, które wkradało się przez okno, mogła zobaczyć kto to, lecz nawet bez tego wiedziałaby. Spojrzała na niego. Chciała stwierdzić czy jest, aż tak pijany czy naćpany, że do niej przyszedł. Nie musiała się zbytnio wysilać, ponieważ uklęknął przed nią i oparł ręce o jej kolana. Po pewnym czasie uznała, że jest czysty. Ani naćpany, ani wypity. Odgarnął jej włosy za ucho i spojrzał głęboko w oczy.
- Jesteś dla mnie najważniejsza. Wiesz o tym, prawda? - wyszeptał.
Jej dolna warga delikatnie zadrżała, a w oczach zebrały się pierwsze łzy. Nie wiedziała tylko czy szczęścia, czy smutku.
- Cieszę się, że to Joe się Tobą zajmie. - kontynuował.
Dziewczyna nadal nic nie mówiła. Wpatrywała się tylko w jego brązowe oczy, które uważała za piękne. Chłopak uśmiechnął się delikatnie i pocałował blondynkę w czoło. Kiedy odsunął się od niej, przyciągnęła go z powrotem i oparła głowę o jego klatkę. Wsłuchiwała się w rytm, jaki wybijało jego serce. Głaskał ją po włosach i cicho śpiewał nieznaną jej, a także jemu piosenkę.
- Sing for the laughter and sing for the tears, Dream on, Dream until your dream come true, Dream on...
- Nawet dobra, a raczej zajebista. - odezwała się w końcu.
Steven podniósł głowę i spojrzał na nią zaskoczony, z radosnym błyskiem w oku.
- Podoba Ci się? Jest nie dokończona, mam tylko tyle.- zapytał.
Skinęła głową i z powrotem przyległa do niego. Przymknęła oczy i zaczęła bawić się koszulą Tylera. Chłopak uśmiechnął się i, żeby opanować trzęsące się ręce, przyłożył je do ciała blondynki. Po chwili jednak podniósł ją do góry. Hope, trochę zdezorientowana zarzuciła mu ręce na szyję i pozwoliła przenieść się na łóżko.
- Muszę już iść tylko... - zaczął i spojrzał na nią niepewnie. - Kiedy mnie nie będzie, nie rób niczego głupiego, dobrze?
- Czy Ty myślisz, że jestem tak głupia jak Ty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Nie... - pokręcił głową. - Do zobaczenia.
Podniósł się z łóżka i stanął na przeciwko leżącej dziewczyny. Chciał wyjść, ale coś go zatrzymywało.
- To tylko dwa miesiące - powiedziała. - Dasz radę.
Pokiwał głową w zamyśleniu i odwrócił się w stronę drzwi. Gdy miał już wyjść, zatrzymała go Hope. Szybko podniosła się z łóżka i podeszła do Stevena. Złapała go za rękę i obróciła w swoją stronę. Zbliżyła twarz do jego twarzy i delikatnie musnęła jego usta swoimi.
- Teraz możesz iść...A jak powiesz Joe'emu, to nie żyjesz. - oznajmiła.
Chłopak zaśmiał się, a w jego oczach pojawił się błysk radości. Pocałował blondynkę jeszcze raz, namiętniej. Kiedy poczuł, że ona odwzajemniła pocałunek, kontynuował. Przycisnął ją do drzwi i zaczął delikatnie gładzić ręką jej nogę. Czując to, Hope oderwała się od niego i spoliczkowała.
- A to za co? - zapytał.
- To miał być całus na pożegnanie, a nie seks - jeśli można krzyknąć szeptem, to właśnie to zrobiła. - Jestem z Joe, skleroza?
- Czasem miewam, a Ty...? - spytał, zadziornie się uśmiechając. - Udajmy, że ją masz. Tak wytłumaczysz się Joe z tego.
Pocałował ją, ale po sposobie w jaki to zrobił, można było wyczuć, że to już ostatni buziak tej nocy. Po chwili oderwał się od niej i uśmiechnął się smutno. Wyszeptał ciche "cześć...Kocham Cię" i wyszedł.
MIESIĄC PÓŹNIEJ...
- Tom, przestań. On się na nas patrzy.
Od wyjazdu Stevena na odwyk minął miesiąc. Przez ten czas wydarzyło się wiele rzeczy. Między innymi Tom poznał dziewczynę. Nazywała się Nicole Deniver, pracowała jako modelka, a raczej zaczynała. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Zaczęli spędzać ze sobą, każdą wolną chwilę. A mieli ich bardzo dużo z uwagi na to, że zespół nie funkcjonował.
Jeśli chodzi o związek Joey'a i Alice, to ostatnimi czasy nie powodziło im się za dobrze. Dlaczego? Z powodu uzależnienia się Kramera od alkoholu. Cały czas przebywał w barach i klubach, nie poświęcając uwagi swojej ukochanej. Można powiedzieć, że przechodzili kryzys. Załamana Alice często przychodziła do Hope, aby się jej wyżalić.
A co z Hope i Joe? Od wyjazdu Stevena okładało im się bardzo dobrze. Spędzali ze sobą więcej czasu. Kiedy się na nich patrzyło, można było powiedzieć tylko jedno. A mianowicie to, że są szczęśliwie zakochani. Odkąd blondynka była pewna, że z Tylerem wszystko dobrze, mogła spokojnie być z Perrym.
Hamilton z niechęcią odsunął się od Nicole. Spojrzał na nią pytająco.
- Nie lubisz go? - zapytał.
- Nie. Lubię go, nawet bardzo, ale przeszkadza mi to, że my tu no wiesz, a on się na to patrzy.
Basista westchnął ciężko i krzyknął.
- Lennon idź gdzie indziej, przeszkadzasz nam!
Pies posłusznie wstał z kanapy, na której leżał i wyszedł z pomieszczenia.
***
Weszła do jednego z barów. Rozejrzała się dookoła. Nigdzie go nie widziała, dlatego odetchnęła z ulgą. Nie zamierzała jednak stąd pójść. Bała się, że jednak tu przyjdzie i, że stanie się coś czego by żałował. A może, jeśli to zrobi, nie będzie żałować? - pomyślała i usiadła przy jednym ze stolików. Zamówiła wodę, na co kelner wytrzeszczył na nią oczy z zaskoczeniem. Był to bowiem, jeden z barów w Bostonie, w którym klienci raczej nie zamawiali niczego, w czym nie było procentów.
Wpatrywała się w ludzi z zamyśleniem. A jeśli on mnie już dawno zdradził? - zadawała sobie pytanie. W końcu jej chłopak był przyszłym rockmenem. Mieli już kontrakt z wytwórnią, więc mógł zaszaleć i zostawić dziewczynę. Mógł mieć teraz o wiele więcej dziewczyn - ładniejszych, lepszych. Tego właśnie się najbardziej bała. Jeszcze nie dawno byli ze sobą szczęśliwi, a teraz "bańka prysła".
Nagle do jej uszu doszedł głośny śmiech. Śmiech, który wszędzie by poznała. Odwróciła głowę w tym kierunku. Z toalety wyszedł On, w towarzystwie jakieś kobiety, która nie wyglądała na koleżankę...
_____________________________________________________________________
Więc tak... Mam pomysł na nowe opowiadanie, w którym jedną z głównych ról będzie odgrywał... Izzy! Tylko mam dwie wersje. Jedna trochę bardziej drastyczna a druga bardziej przyjemniejsza. Od razu powiem, że Stradlin w każdej wersji będzie odgrywał dobrą role. Pierwsza nie będzie drastyczna przez niego tylko przez kogoś innego... Teraz pojawił się problem, którą wybrać? Ta drastyczna będzie no... Trochę bardziej ekhem. No. A ta przyjemniejsza będzie bez pewnych scen... Jakby co, to opowiadanie pojawi się dopiero po zakończeniu Painted On My Heart. Wam zostaje tylko wybrać, za które opowiadanie mam się zabrać.
Dedykacja dla Estranged!
Miłego czytania!
____________________________________________________________________
Promienie słońca zaglądały przez okno i rozświetlały pomieszczenie. Dzisiejsza pogoda zapowiadała się bardzo słonecznie. Na niebie nie było widać żadnych chmur. Niestety w domu nie panował ten sam nastrój. Atmosfera przytłaczała swoim smutkiem, a domownicy nie wyglądali na szczęśliwych. Tego dnia Steven miał wyjechać na odwyk. Wszyscy byli z tego powodu przybici. Nawet Lennon widział, że coś jest nie tak i chodził jakiś taki niemrawy.
Stali w przedpokoju. Wszyscy oprócz Hope. Każdy chciał pożegnać się z Tylerem przed odjazdem. Tom przytulał do siebie wokalistę w przyjacielskim uścisku. Powiedział na ucho Stevenowi parę słów otuchy, na co ten uśmiechnął się i zaczął żegnać się z następną osobą, którą był Joey. Perkusista rzucił się na przyjaciela i zaczął mocno go ściskać. Brad widząc, że Stevenowi brakuje powietrza, odsunął od niego Kramera i sam zaczął się żegnać. Potem nastąpiła kolej Joe. Perry podszedł powoli i jakby z pewną nieśmiałością spojrzał na swojego "bliźniaka". Po chwili jednak rzucił się na niego i przytulił mocno.
- Trzymaj się. - powiedział cicho, kiedy Tyler wraz z Tomem wychodzili z domu.
Wokalista siknął głową i uśmiechnął się. Ruszył za Hamiltonem, który miał go odwieźć.
Nie żegnał się z Hope, ponieważ miał to już za sobą, a blondynka nie chciała wychodzić z pokoju i rozklejać się przy wszystkich. Ze Steven "do zobaczenia", oficjalnie powiedzieli sobie wczorajszego dnia...
***
Siedziała u siebie w pokoju na podłodze przy zgaszonym świetle, w samej koszuli nocnej. Zastanawiała się co zrobi jutro. Nie chciała przed wszystkimi pokazywać tego, że będzie jej brakować Stevena. Westchnęła i oparła głowę o łóżko. Przymknęła powieki. Wspomnienia powróciły, wszystkie związane z Tylerem. Kiedy się poznali, kilkanaście lat temu. Kiedy zrozumiała, że jest jej przyjacielem, i że może mu zaufać. Kiedy pierwszy raz wykonał gest, który świadczył o tym, że znaczy dla niego więcej. Kiedy pierwszy raz spróbował narkotyków - Pamiętała to, ponieważ była wtedy u niego. Kiedy pierwszy raz pocałował ją. Kiedy pierwszy raz odważyła się z nim na poważniejszy krok.
Pamiętała jego oczy, gdy pierwszy raz się naćpał. Nie mogła wtedy w to uwierzyć. Obwiniała go o wszystko, a tak naprawdę to była jej wina. Nie pomogła mu. W tym momencie była na siebie wściekła. Zacisnęła pięści i mocno uderzyła nimi o podłogę. Po chwili, jednak znowu się uspokoiła. Pocieszając się tym, że Tyler wybiera się na odwyk i, że teraz będzie lepiej. Ale to nie zmieniało faktu, że za nim tęskniła. Za dawnym Stevenem...
Usłyszała cichy szelest i odgłos zamykanych drzwi. Dzięki blaskowi światła, które wkradało się przez okno, mogła zobaczyć kto to, lecz nawet bez tego wiedziałaby. Spojrzała na niego. Chciała stwierdzić czy jest, aż tak pijany czy naćpany, że do niej przyszedł. Nie musiała się zbytnio wysilać, ponieważ uklęknął przed nią i oparł ręce o jej kolana. Po pewnym czasie uznała, że jest czysty. Ani naćpany, ani wypity. Odgarnął jej włosy za ucho i spojrzał głęboko w oczy.
- Jesteś dla mnie najważniejsza. Wiesz o tym, prawda? - wyszeptał.
Jej dolna warga delikatnie zadrżała, a w oczach zebrały się pierwsze łzy. Nie wiedziała tylko czy szczęścia, czy smutku.
- Cieszę się, że to Joe się Tobą zajmie. - kontynuował.
Dziewczyna nadal nic nie mówiła. Wpatrywała się tylko w jego brązowe oczy, które uważała za piękne. Chłopak uśmiechnął się delikatnie i pocałował blondynkę w czoło. Kiedy odsunął się od niej, przyciągnęła go z powrotem i oparła głowę o jego klatkę. Wsłuchiwała się w rytm, jaki wybijało jego serce. Głaskał ją po włosach i cicho śpiewał nieznaną jej, a także jemu piosenkę.
- Sing for the laughter and sing for the tears, Dream on, Dream until your dream come true, Dream on...
- Nawet dobra, a raczej zajebista. - odezwała się w końcu.
Steven podniósł głowę i spojrzał na nią zaskoczony, z radosnym błyskiem w oku.
- Podoba Ci się? Jest nie dokończona, mam tylko tyle.- zapytał.
Skinęła głową i z powrotem przyległa do niego. Przymknęła oczy i zaczęła bawić się koszulą Tylera. Chłopak uśmiechnął się i, żeby opanować trzęsące się ręce, przyłożył je do ciała blondynki. Po chwili jednak podniósł ją do góry. Hope, trochę zdezorientowana zarzuciła mu ręce na szyję i pozwoliła przenieść się na łóżko.
- Muszę już iść tylko... - zaczął i spojrzał na nią niepewnie. - Kiedy mnie nie będzie, nie rób niczego głupiego, dobrze?
- Czy Ty myślisz, że jestem tak głupia jak Ty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Nie... - pokręcił głową. - Do zobaczenia.
Podniósł się z łóżka i stanął na przeciwko leżącej dziewczyny. Chciał wyjść, ale coś go zatrzymywało.
- To tylko dwa miesiące - powiedziała. - Dasz radę.
Pokiwał głową w zamyśleniu i odwrócił się w stronę drzwi. Gdy miał już wyjść, zatrzymała go Hope. Szybko podniosła się z łóżka i podeszła do Stevena. Złapała go za rękę i obróciła w swoją stronę. Zbliżyła twarz do jego twarzy i delikatnie musnęła jego usta swoimi.
- Teraz możesz iść...A jak powiesz Joe'emu, to nie żyjesz. - oznajmiła.
Chłopak zaśmiał się, a w jego oczach pojawił się błysk radości. Pocałował blondynkę jeszcze raz, namiętniej. Kiedy poczuł, że ona odwzajemniła pocałunek, kontynuował. Przycisnął ją do drzwi i zaczął delikatnie gładzić ręką jej nogę. Czując to, Hope oderwała się od niego i spoliczkowała.
- A to za co? - zapytał.
- To miał być całus na pożegnanie, a nie seks - jeśli można krzyknąć szeptem, to właśnie to zrobiła. - Jestem z Joe, skleroza?
- Czasem miewam, a Ty...? - spytał, zadziornie się uśmiechając. - Udajmy, że ją masz. Tak wytłumaczysz się Joe z tego.
Pocałował ją, ale po sposobie w jaki to zrobił, można było wyczuć, że to już ostatni buziak tej nocy. Po chwili oderwał się od niej i uśmiechnął się smutno. Wyszeptał ciche "cześć...Kocham Cię" i wyszedł.
MIESIĄC PÓŹNIEJ...
- Tom, przestań. On się na nas patrzy.
Od wyjazdu Stevena na odwyk minął miesiąc. Przez ten czas wydarzyło się wiele rzeczy. Między innymi Tom poznał dziewczynę. Nazywała się Nicole Deniver, pracowała jako modelka, a raczej zaczynała. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Zaczęli spędzać ze sobą, każdą wolną chwilę. A mieli ich bardzo dużo z uwagi na to, że zespół nie funkcjonował.
Jeśli chodzi o związek Joey'a i Alice, to ostatnimi czasy nie powodziło im się za dobrze. Dlaczego? Z powodu uzależnienia się Kramera od alkoholu. Cały czas przebywał w barach i klubach, nie poświęcając uwagi swojej ukochanej. Można powiedzieć, że przechodzili kryzys. Załamana Alice często przychodziła do Hope, aby się jej wyżalić.
A co z Hope i Joe? Od wyjazdu Stevena okładało im się bardzo dobrze. Spędzali ze sobą więcej czasu. Kiedy się na nich patrzyło, można było powiedzieć tylko jedno. A mianowicie to, że są szczęśliwie zakochani. Odkąd blondynka była pewna, że z Tylerem wszystko dobrze, mogła spokojnie być z Perrym.
Hamilton z niechęcią odsunął się od Nicole. Spojrzał na nią pytająco.
- Nie lubisz go? - zapytał.
- Nie. Lubię go, nawet bardzo, ale przeszkadza mi to, że my tu no wiesz, a on się na to patrzy.
Basista westchnął ciężko i krzyknął.
- Lennon idź gdzie indziej, przeszkadzasz nam!
Pies posłusznie wstał z kanapy, na której leżał i wyszedł z pomieszczenia.
***
Weszła do jednego z barów. Rozejrzała się dookoła. Nigdzie go nie widziała, dlatego odetchnęła z ulgą. Nie zamierzała jednak stąd pójść. Bała się, że jednak tu przyjdzie i, że stanie się coś czego by żałował. A może, jeśli to zrobi, nie będzie żałować? - pomyślała i usiadła przy jednym ze stolików. Zamówiła wodę, na co kelner wytrzeszczył na nią oczy z zaskoczeniem. Był to bowiem, jeden z barów w Bostonie, w którym klienci raczej nie zamawiali niczego, w czym nie było procentów.
Wpatrywała się w ludzi z zamyśleniem. A jeśli on mnie już dawno zdradził? - zadawała sobie pytanie. W końcu jej chłopak był przyszłym rockmenem. Mieli już kontrakt z wytwórnią, więc mógł zaszaleć i zostawić dziewczynę. Mógł mieć teraz o wiele więcej dziewczyn - ładniejszych, lepszych. Tego właśnie się najbardziej bała. Jeszcze nie dawno byli ze sobą szczęśliwi, a teraz "bańka prysła".
Nagle do jej uszu doszedł głośny śmiech. Śmiech, który wszędzie by poznała. Odwróciła głowę w tym kierunku. Z toalety wyszedł On, w towarzystwie jakieś kobiety, która nie wyglądała na koleżankę...
_____________________________________________________________________
Więc tak... Mam pomysł na nowe opowiadanie, w którym jedną z głównych ról będzie odgrywał... Izzy! Tylko mam dwie wersje. Jedna trochę bardziej drastyczna a druga bardziej przyjemniejsza. Od razu powiem, że Stradlin w każdej wersji będzie odgrywał dobrą role. Pierwsza nie będzie drastyczna przez niego tylko przez kogoś innego... Teraz pojawił się problem, którą wybrać? Ta drastyczna będzie no... Trochę bardziej ekhem. No. A ta przyjemniejsza będzie bez pewnych scen... Jakby co, to opowiadanie pojawi się dopiero po zakończeniu Painted On My Heart. Wam zostaje tylko wybrać, za które opowiadanie mam się zabrać.
