niedziela, 29 czerwca 2014

Painted On My Heart X

Dedykacja dla wszystkich anonimów, którzy kiedykolwiek skomentowali i docenili moją pracę.
Dziękuję.
Miłego czytania!
___________________________________________________________________

Przez otwarte okno wlatywał wiatr, który delikatnie pieścił jej ciało. Siedziała patrząc za nim. Była zła na siebie, ponieważ Steven widział jak całowała się z Joe. Sama nie wiedziała czemu, aż tak przejęła się tym. Przecież podobno Tyler już dla niej nic nie znaczył, odkąd pogłębił się w nałogu jeszcze dalej. A może myliła się? Nie. W końcu chciała być z Perry'm. Nie ze Stevenem, ale martwiła się o niego. Wiedziała, że może coś sobie zrobić. Może właśnie przez tą świadomość, wstała z łózka i zarzucając na siebie kurtkę Joe'ego, wyszła z pokoju, a potem z domu? Może właśnie przez to udała, że nie słyszy nawoływań gitarzysty? 
 Wybiegła z domu. Było jej strasznie zimno. Pewnie to dlatego, że założyła kurtkę tylko i wyłącznie na gołą skórę, bo jedyne co miała na sobie z górnej części ubrań, to stanik. Nie widziała go, ale nie chciała się poddać. Dobrze wiedziała, gdzie poszedł Steven. Bała się o niego, pomimo tego, że go nienawidziła. Nie chciała, żeby coś mu się stało. A gdyby już, to obwiniałaby się oto do końca życia. 
 Dobiegła pod jedną z kamienic rozejrzała się i zobaczyła go. Siedział na schodach wejściowych, miał ze sobą narkotyki. Dziewczyna pełna obaw podeszła do niego. Steven podniósł głowę i spojrzał na nią, wzrokiem pełnym żalu. Chciała podejść bliżej, żeby zabrać mu strzykawkę, ale chłopak nie pozwolił jej na to.
- Nie podchodź - Powiedział spokojnie. - Jeśli podejdziesz to wstrzyknę. A to mnie zabije. Za duża dawka.
Wpatrywała się w niego nie dowierzając.
- Czemu chcesz to zrobić? - Spytała, a w jej głosie zawarta była troska i czułość.
- Bez Ciebie to nie ma sensu... Ale nie chcę Cię namawiać do tego, abyś do mnie wróciła. Bądź sobie szczęśliwa z Joe, a mnie zostawcie w spokoju. 
Chciał to zrobić. Chciał się zabić. W tym momencie nie chciał przeszkadzać Hope w byciu szczęśliwą. Uznał, że on jej na to nie pozwala. Dlatego właśnie chciał umrzeć. I tak już wiedział, że ona nie będzie jego. Po tym co dzisiaj widział miał jej i Joe dość. 
- Steven nie rób tego, błagam.
Zrobiła krok do przodu, a chłopak zbliżył strzykawkę do ręki. 
- Proszę Cię. - Nadal próbowała się do niego zbliżyć. 
- Nie podchodź, kurwa! - Krzyknął histerycznie.
Blondynka jednak nie ustępowała.
- Przecież nie musisz tego robić. Po prostu jesteś już teraz naćpany i nie myślisz trzeźwo. Steven posłuchaj mnie! Zostaw to, do kurwy cholery jasnej!
Teraz już tylko wystarczyło, aby wyciągnęła rękę i wyrwała Tylerowi strzykawkę. Chłopak był rzeczywiście naćpany i nie kontaktował za dobrze, dlatego to ułatwiało w pewien sposób zabranie mu narkotyków. Wpatrywał się w nią cały czas. Szybko wyciągnęła rękę i wyrwała strzykawkę z ręki Stevena. W reakcji krzyknął rozpaczliwie. A po chwili uderzyła go fala kaszlu. Chorobliwie przerażającego kaszlu.
 Po chwili tulił już do siebie Hope, która rzuciła się na niego. Nabierał łapczywie powietrza i trząsł się. Dziewczyna też tylko, że ona z zimna. Siedzieli wtuleni w siebie na schodach. Nie mieli ochoty przerywać tego. Po jakimś czasie Steven zauważył, że blondynce jest zimno i przytulił ją mocniej do siebie, okrywając ją swoją kurtką. 
- Nienawidzę Cię - Powiedziała. - Nienawidzę Cię, dupku.
Może i mówiła to, ale tak naprawdę uważała inaczej. Zamknęła oczy i wdychała zapach chłopaka. Steven wsunął delikatnie rękę pod jej kurtkę. Po czym szybko, jak oparzony wyciągnął ją.
- Nie masz bluzki? - Przełknął głośno ślinę.
- Nie... Spieszyłam się i nie zdążyłam założyć - Odpowiedziała. - Włóż ją z powrotem. - Poprosiła.
Na życzenie dziewczyny i skryte swoje, Tyler włożył rękę z powrotem pod kurtkę. Gładził delikatnie jej brzuch. Mruknął cicho i oparł głowę o ramię blondynki. Po chwili wykrzywił twarz w grymasie bólu. 
- Hope, ja muszę wziąć - Powiedział cicho. - Muszę. Nie wytrzymam.
- Idziesz na odwyk - Powiedziała stanowczo. - Idziesz i kurwa mało mnie obchodzi to czy chcesz, czy nie.
Chłopak pokiwał głową na znak zgody. Hope widziała, że nie chcę, ale czy miał jakieś inne wyjście? Nie. Musiał iść czy chciał, czy nie chciał. Nie poradziłby sobie. Nagle uświadomiła sobie, że nadal w ręku ściska strzykawkę z narkotykiem. Zaklęła pod nosem i podniosła się z kolan Stevena. Rzuciła nią o ziemię i zdeptała. Tyler patrzył na to wszystko z bólem w oczach. Odwrócił głowę w drugą stronę, kiedy dziewczyna zniszczyła jedyne narkotyki jakie miał. 
- Chodźmy do domu. - Zaproponował i wstał ze schodów. 
Blondynka nie odezwała się tylko podążyła za Stevenem. Nieśmiało przytuliła się do niego, a kiedy chłopak objął ją, zapytała:
- Obiecasz mi, że już nigdy nie tkniesz narkotyków? 
- Z wielkim trudem, ale... Obiecuję. - Odparł.
Hope uśmiechnęła się. Stanęła na palcach, tak żeby dosięgnąć twarzy chłopaka i pocałowała go w policzek. Tyler odwzajemnił uśmiech, ale po chwili zaczął się nękać tym, że mógł być to jego ostatni pocałunek od dziewczyny. 
- Jesteś z Joe? - Zapytał cicho.
- Tak... Chyba tak. 
Po tych słowach Steven zamilkł. Dalszą część drogi do domu przebyli nie odzywając się do siebie. Obydwoje rozmyślali nad przyszłością lub nad tym co stracili. Hope zastanawiała się, co dalej. Czy nadal będzie pracować jako kelnerka w barze? Czy będzie z Joe? Chciała już się ustatkować, ale nie wiedziała czy gitarzyście to odpowiada. Steven za to myślał nad tym co zrobi teraz. Rozmyślał nad tym czy znaleźć inną dziewczynę? Czy raczej zostać przy dziwkach? Chciał przede wszystkim poświęcić się zespołowi. Westchnął głośno.
 Kiedy weszli do domu, Steven został zaatakowany przez Joe'ego. Gitarzysta rzucił się na chłopaka i przycisnął go mocno do drzwi wejściowych. Z ust wokalisty wyrwał się cichy jęk, kiedy uderzył z całej siły głową w drzwi. Wszystko działo się tak szybko, że Hope nie zdążyła nawet zareagować. 
- Co jej kurwa zrobiłeś?! - Zapytał Perry.
- Ja? - Spytał z oburzeniem. - To Ty ją macałeś tam na łóżku, chuju.
Za to co powiedział dostał w twarz. Blondynka odepchnęła Joe od Stevena.
- Czy Wy musicie tak się zachowywać?! - Krzyknęła.
Chłopacy spojrzeli na nią, a po chwili Tyler opuścił pomieszczenie i poszedł do swojego pokoju. Perry podszedł do dziewczyny i przytulił ją do siebie. 
- Po co za nim poszłaś? Podobno nie rozmawiacie.
- Ale to nie powód, żeby go zostawić z chorymi pomysłami samego - Odparła. - Chciał się zabić.
Gitarzysta otworzył usta z zaskoczenia i stał tak przez chwilę, po czym ruszył do pokoju przyjaciela. Nie wychodził stamtąd dosyć długo, ale nie było słychać krzyków lub odgłosów walki. Po prostu cisza. Hope po jakimś czasie zaczęła się martwić o Tylera, ale postanowiła nie przeszkadzać. Przecież się nie pozabijają. Odczekała jeszcze chwilę, po czym poszła do kuchni, bo nie mogła ustać w jednym miejscu i czekać. Rozejrzała się po niej i usiadła na krześle przy stole. 
 Zastanawiała się co ze Stevenem. Czy nadal czuję do niego, to co kiedyś? Jeszcze miesiąc temu odpowiedziałaby, że tak. A teraz? Nie była pewna. Wiedziała, że gdyby Joe spytał się jej o to, nie odpowiedziałaby na pytanie. No, ale teraz w końcu jest z Perry'm i czy czuję do niego to samo co do Stevena? Nie. Tego była pewna. Nie czuła do niego tego przywiązania i tego czego sama nie potrafiła określić. Nie wiedziała nawet czy można to nazwać miłością. A może tak naprawdę nigdy nie kochała Tylera? Może po prostu była do niego zbyt przywiązana by zakończyć to wszystko, co między nimi było? Nie znała odpowiedzi, a bardzo by chciała ją poznać.
 Usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Odwróciła głowę w stronę dźwięku. Z pokoju Stevena wyszedł Joe. Nie wyglądał ani na wkurzonego, ani na zadowolonego. Podszedł do stołu, odsunął krzesło i bez słowa usiadł na przeciwko dziewczyny. Po chwili spojrzał na nią i tak, jakby niechętnie zaczął mówić.
- Wiesz co mi powiedział? - Blondynka pokręciła głową, choć domyślała się co takiego mógł powiedzieć Tyler. - Powiedział, że mam o Ciebie dbać, bo on już nie może. Mówił, że idzie na odwyk, to prawda?
- Tak... Rozmawiałam z nim na ten temat. Zgodził się pójść. - Odparła cicho.
- Nareszcie - Westchnął i podniósł się. Wyciągnął z szafki szklankę i nalał do niej wody. - W końcu będziemy mogli normalnie funkcjonować. Zespół i... My. - Powiedział niepewnie patrząc na Hope.
Odłożył szklankę na blat kuchenny  podszedł powoli do dziewczyny. Uniósł jej twarz do góry i spojrzał w jej oczy. Jego wzrok zsunął się niżej, na usta. Ostrożnie zbliżył się do niej i złączył ich usta w czułym pocałunku. Blondynka oddała go i zarzuciła mu ręce na szyję. Złapał ją w pasie i pociągnął w stronę swojego pokoju. Kiedy byli już w środku, zamknął drzwi na klucz w razie nie proszonych gości. Pociągnął dziewczynę na łóżko i powoli zaczął zdejmować z niej ciuchy....


***




Pierwsze promienie słońca zaglądały przez okno, które nie było zasłonięte roletami. Ptaki śpiewały. Pierwszy raz od pewnego czasu, drzewa nie uginały się pod naciskiem wiatru. W końcu można było poczuć wiosnę. Wszyscy jeszcze spali, poza Hope, którą obudziło szczekanie psa sąsiadów. Rozejrzała się po pokoju w celu znalezienia swoich ubrań. Leżały zwinięte na podłodze. Spojrzała na Joe'ego, który jeszcze spał. Uśmiechnęła się i pocałowała go w czoło. Szybko ubrała się i zeszła na dół do kuchni. 
 Na dole czekał już Lennon. Pies leżał oczywiście tam, gdzie nie wolno mu było wchodzić, ale to tylko szczegół. A była to skórzana kanapa. Kiedy zorientował się, że w pomieszczeniu jest dziewczyna, podniósł łeb do góry i zaczął się cieszyć. Zeskoczył z kanapy i podbiegł do niej. Nalała mu wody i dała jeść, po czym wstawiła wodę na herbatę i poszła do swojego pokoju w celu ubrania się w czyste ciuchy. 
 Równo z jej zejściem do kuchni, woda zaczęła się gotować. Wyłączyła gaz i wyciągnęła filiżankę z szafki. Kiedy nalewała gorącą wodę do kuchni wszedł Steven. Złapał ją od tyłu w pasie.
- Mi też zrobisz? - Wychrypiał.
- Może. Nie wiem zastanowię się. - Odpowiedziała i odeszła od chłopaka.
- Będziesz za mną tęsknić? - Zapytał. - No wiesz jak pójdę na odwyk.
Spojrzała na niego. Nie wiedziała co powiedzieć. Bała się, że jeśli powie "tak" chłopak nadal będzie robił sobie nadzieje. A jeśli powie "nie" skłamie. Wpatrywała się w niego. W końcu nie wytrzymała i rzuciła się mu na szyję. Steven od razu przytulił ją do siebie i cicho zaczął szeptać słowa piosenki.
- Well, I can't forget tomorrow. When I think of all my sorrow. I had you there, but then I let you go. And now it's only fair that I should let you know. What you should know. I can't live, if living is without you. I can't live, I can't give anymore. I can't live, if living is without you. I can't live, I can't give anymore. 
- Będę tęsknić. - Powiedziała ze łzami w oczach.
- Ja też, kochanie.
Blondynka odsunęła się od niego.
- Nie mów tak do mnie, proszę. 
Widziała, że jej słowa zabolały chłopaka, ale nie chciała, żeby tak mówił. Mogło to tylko im zaszkodzić. Spuścił głowę i odwrócił się tyłem do Hope. Wyjął z lodówki Danielsa i go otworzył. Zrobił łyka i odłożył go na blat. Postanowił, że chcę jak najszybciej jechać na odwyk i zapomnieć. Po prostu zapomnieć. A później po powrocie ułożyć sobie życie od nowa. 
- Nie będę już tak mówił. - Odparł szorstko i wyszedł z kuchni.
Dziewczyna podeszła do blatu w celu napicia się, ale zamiast filiżanki z herbatą wybrała butelkę z alkoholem, którą zostawił Steven. Wzięła duży łyk i usłyszała jak ktoś zamyka drzwi wejściowe. Niezrażona tym, ze może zostać zauważona, kontynuowała. Na jej nieszczęście była to Alice.
- Hope, co Ty robisz?! - Krzyknęła w wejściu. - Miałaś przecież to rzucić!
Blondynka osunęła się na podłogę i oparła o kuchenne szafki. Podciągnęła kolana pod brodę i wzięła kolejnego łyka.
- Ja tylko dokańczam za kogoś. - Odpowiedziała spokojnie.
Brunetka podeszła do przyjaciółki i wyrwała jej butelkę z ręki.
- A co Ty tu w ogóle robisz? - Spytała podnosząc głowę do góry.
- Przyszłam do Joey'a - Odparła. - I Ciebie. 
- Nie masz po co do mnie przychodzić idź do swojego Kramera, a ja idę do mojego Joe. - Powiedziała Hope.
Podniosła się z podłogi i poszła do pokoju gitarzysty, zostawiając Alice samą w kuchni z butelką Jacka Danielsa. Oczywiście nie dokończony trunek został dobrze przetrzymany u Joey'a  w pokoju. 



***



Kiedy weszła do pokoju, Joe już nie spał dlatego przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta. Po chwili blondynka leżała koło niego na łóżku.
- Gdzie byłaś? I czemu mnie zostawiłaś samego? - Zapytał ze smutną minką.
- W kuchni, piłam herbatę. - Odpowiedziała.
Gitarzysta zbliżył się do niej.
- Mhm, na pewno herbatę. - Mruknął.
- Czy to ważne? Nie - Odpowiedziała sobie sama. - Ważne jest to, że Cię już nie zostawię. - Powiedziała i przytuliła się do niego.
- Też Cię nie zostawię, kochanie. 
"Kochanie" - właśnie tak nie pozwalała mówić do siebie Stevenowi. Kiedy usłyszała to z ust Joe'ego, zakuło ją coś w sercu. Tylko nie wiedziała dlaczego...

____________________________________________________________________
Jedyne co mogę powiedzieć to, to że jestem trochę wkurzona. Dlaczego? Dlatego, że dziennie mam około 100 wejść na bloga, a komentarzy 0 lub 1-2. Oczywiście dziękuję bardzo tym, co komentują. Dobra, w ogóle dzisiaj jakaś marudna jestem. Trzeba trochę zluzować...
No i nie zabiłam Stevena. Ha! Długo się nad tym zastanawiałam, ale w końcu zdecydowałam, że będzie żył. Nie wiem czy cieszycie się czy nie. To ja tam, zapraszam Was do komentowania.